
Ela od 2 tygodni mówi, że ja ząb boli. Prawa dolna jedynka. Wczoraj rano wyjaśniło się dlaczego - ząbek się rusza :-) Całkiem konkretnie :-) Że mówiła, że ją boli (no składnia cudna), to podeszłysmy do denstystki - ruszają się wszystkie jedynki, więc lada chwila będziemy mieć szczerbolka :-)
(mam wrażenie, że czas pędzi jak szalony, że gdzies płata mi psikusa i każdej nocy zmienia moją małą dziewczynkę w dorastającą w zastraszającym tempie kobietkę)
Wracamy z przedszkola na rowerach. A raczej jedzie Ela, za nią delikatnie z tyłu popyla Paweł na swojej biegówce, potem długo długo nic i w końcu mój język na brodzie i ja.
- Mamoooo, mamooo patrz ja jade na stojoncoooooooo!!!!
I faktycznie pupa w górze, nogi pedałują, a na twarzy skupienie okraszone dumą :-)
Moja mała duża dziewczynka....
***
Ela na dzień dziecka zażyczyła sobie rolki. Obiecałam, że jeżeli opanuje bezproblemowo hulajnogę dla każdej z nóg oraz rower bez bocznych kółek, to rolki będą. Nie mam pomysłu, co kupić Pawłowi?
Za nami fantastyczny pierwszomajowy wypad do zoo. Upał, słońce, hektolitry wody, fantastyczny cień drzew, delikatny powiew wiatru.... dzieciaki zachwycone i niezmordowane biegały przez 4 godziny, by potem jeszcze poszaleć na placu zabaw :-) Czworo dorosłych doskonaliło odliczanie do czterech w tłumie zwiedzających - z zoo udało się wyjść w tym samym składzie, w jakim do niego wchodziliśmy. Weronika i Maja, które nam towarzyszyły padły niemal tuz po odpaleniu samochodu, paweł zdrezmnął się w połowie drogi, a Ela? Ela dotarła do domu gadając, po czym wysiadła i przesiadła się na rower :-))))
***
Pawłowe krwawienia z nosa doprowadziły mnie do permanentnego skurczu żołądka. pół marca niemal dzień w dzień, w kwietniu jedyne 9 razy, na maj mamy już odhaczone 3 krwawienia w tym jedno naprawdę obfite i długotrwałe. Obdzwanianie kolejnych szpitali pediatrycznych z pytaniem, czy mogę coś więcej zrobic, by zahamować krwawienie kończyło się beradnym dopytywaniem w tle i kierowaniem do innych szpitali, bo "my nie mamy takiego doświadczenia z takimi skomplikowanymi przypadkami".... Dobrze, że w międzyczasie, po niespełna godzinie, krew przestała lecieć.
Do zapamiętania - na wtorkowej wizycie koniecznie dopytać, do kogo mam się kierować, gdyby taka sytuacja się powtórzyła (bo patrząc na temperatury, chyba muszę ją brać pod uwagę? :( )
Lody!!!!! Taaak, do tej pory pamietam Tęczowy Music Box w telewizyjnej jedynce. I radio ustawione na słuchanie programu telewizyjnego - by móc słuchać również w razie zakłóceń :-) I obowiązkowo rozdartą w spiewaniu na cały głos paszczę :-)
No a jak pogoda na lody to lody oczywiście muszą być. Mamy co prawda w menu plastikowe rożki waflowe i lody kulkowe z filcu - wszystkie z ikei, ale takich wściekle kolorowych nie mamy. Ani takich, co to nie trzeba kombinowac by loda stworzyć i utrzymac w pozycji pionowej. No to może pokombinować? W sumie, czemu nie? Nigdy nie byłam mocna z zpt-ów w podstawówce, gdy tylko było szycie, szydełkowanie, robienie na drutach czy (o zgrozo!) haftowanie. Moje ściegi nigdy nie były ani równe ani staranne, ale co z tego? Przeciez nie o idealne ściegi chodzi :-) Maluchy z tatą szalały na dworze, a ja się wzięłam za robienie loda :P
Gdzies w połowie pierwszego wparowała do domu Ela. szybki rzut oka na to, co robię
- Oooooo mamooo, robisz lody! Ooooo, jakie łądne! I widzę, że sie bardzo starasz.....
No, jakbym własne echo słyszała :-))))